Home Europa Alpy Berneńskie i jak pogoda może pokrzyżować plany

Alpy Berneńskie i jak pogoda może pokrzyżować plany

autor Marcin

Jak pogoda może pokrzyżować plany wie każdy, kto w górach spędził chociaż kilka dni. Chyba że miał wyjątkowe szczęście. Albo nie spędził tam wystarczająco dużo czasu. 

Mi szczęście zwykle dopisywało podczas górskich wędrówek. Nie zawsze, ale przeważnie. Tym razem jednak mnie opuściło. Ale od początku.

Tydzień w Alpach Berneńskich w samym środku Szwajcarii zaczął się od pięknego słońca. Bazę mam w Beatenberg na wysokości ok. 1200 m n.p.m. Spokojna miejscowość zamieszkiwana przez 1196 miszkańców zdaje się być słonecznym taresem nad Jeziorem Thun z pięknym widokiem na Jungfrau, Mönch i Eiger. Śniegu na tej wysokości jest już niewiele, więc warunki do wędrówek są wręcz doskonałe.

Pogoda od niedzieli do czwartku wręcz zachęca do spędzania czasu na zewnątrz.

Jedną z atrakcji, na którą trafiam, jest twierdza z czasów II wojny światowej wykuta w tutejszych skałach. Jest olbrzymia, spędziłem w niej półtorej godziny chodząc po niekończących się korytarzach. O głębokości mogą świadczyć widoczne na zdjęciu schody, z których widać tylko jedną trzecią. Moją uwagę zwrócił porządek w kuchni. Dzisiaj nie każdy mógłby się takim pochwalić.

W Alpach Berneńskich są dwa miejsca, które od dawna chciałem odwiedzić. Jednym z nich jest przełęcz Jongfraujoch (3454 m n.p.m.) zwana także „Top of Europe” z najwyżej położoną w Europie stacją kolejową, a drugim położony na wysokości 2970 m n.p.m. szczyt Schilthorn bardziej znany jako Piz Gloria.

Oba miejsca spędzały mi sen z powiek przez cały tydzień. Czy uda się zobaczyć oba? To raczej wątpliwe, bo dzień o tej porze roku może okazać się za krótki. Które więc wybrać? Czy najwyższą stację kolejową z niesamowitym widokiem na otaczające szczyty i obserwatorium Sphinx? Czy może miejsce dotychczas wielokrotnie podziwiane w szóstym filmie z cyklu przygód Jamesa Bonda? Wybór był trudny.

Rozstrzygnięcie przyniósł dopiero poranek. Wstałem tuż po 6 rano, żeby sprawdzić pogodę i obraz z kamer live. Sprawdzam wielokrotnie, co godzinę, może częściej. Za oknami widok wciąż jak na zdjęciu poniżej – tym z lewej, oczywiście – to z prawej pochodzi z poniedziałku.

Dochodzi południe. Pora więc wybrać się do sąsiedniego Interlaken na lunch i… butelkę czerwonego wina. To na pocieszenie i otarcie łez. Oba miejsca będą musiały poczekać na kolejną wizytę w tym przepięknym kraju.

Może Cię zainteresować

Zostaw komentarz